poniedziałek, 5 września 2016

Xiaomi Redmi Note 3 Pro Prime

Cześć,

Dzisiaj po raz pierwszy pojawi się u mnie recenzja elektroniki. Jako, że jestem fanką tego typu gadżetów i kupuję tylko polecone produkty, warto dowiedzieć się więcej o moim nowym nabytku.


Na Aliexpress kupuję już od dwóch lat i poluję na ciekawe okazje. Należę też do wielu grup zrzeszających fanów zakupów z Chin, którzy wzajemnie recenzują i opisują otrzymane produkty. We wcześniejszych postach mogliście przeczytać o tanich pędzlach do makijażu, kupionych właśnie na tej stronie. Telefon w cenie 190$ będzie moim najdroższym zakupem na Alie.

W tej recenzji nie będzie szczegółowo o parametrach technicznych, bo to wszystko można znaleźć w internecie. Dowiecie się ile wytrzymuje bateria, jak płynnie chodzą aplikacje, czy aparat robi dobre zdjęcia i wiele więcej.


Telefon zakupiłam tutaj. Wszystko to co na zdjęciu + wysyłka kosztowały mnie dokładnie 189, 83$ (- kupon 2$). Jeśli chodzi o przesyłkę, to jest również darmowa opcja, ale ta za 16$ Seller Shipping Method zapewniała, że nie zapłacę 23% vatu w Polsce. 

Paczka wysłana 10.08 doszła 22.08 z możliwością śledzenia.

Pierwsze wrażenie: Nareszcie będę mogła grać w Pokemon Go... jaki wielki ekran. Otwieranie paczki nagrywałam, by w razie czego mieć dowód w sporze. Wam to również polecam, szczególnie jeśli zamawiacie wartościowy towar. Ostatnio ktoś znalazł kamienie zamiast drona :) Wracając do ekranu, to faktycznie jest ogromny. Mój HTC miał 4 cala, a Xiaomi chwali się 5,5 calowych rozmiarem. Trudno jest posługiwać się jedną ręką. Pewnie z czasem nabiorę wprawy, ale teraz za bardzo boję się o niego. Na telefon założyłam szybkę ze szkła hartowanego, która zabezpiecza ekran przed zarysowaniami i stłuczeniami. Zobaczymy jak będzie w rzeczywistości. 

EDIT Powyższą opinię pisałam dwa tygodnie temu, by na świeżo podzielić się nią z Wami. Teraz sama się sobie dziwię, jak mogłam funkcjonować z takim małym ekranem (mowa o HTC Desire X). Szybko idzie się przyzwyczaić do 5,5 calowego telefonu :)

Xiaomi Redmi Note 3 vs HTC Desire X

Plusy i minusy: Wszystko to, co zwróciło moją uwagę i znacznie wpływa na użytkowanie smartfona.

+ Płynność działania; możesz zapomnieć o zacinających się aplikacjach, czy długim oczekiwaniu na jej włączenie. Wydajny procesor sprawia, że natychmiast przyzwyczaisz się do szybko działającego telefonu.
+ Bateria; tylko 50% zużycia przy intensywnym użytkowaniu. Pierwsze dni to jak wiadomo, ustawianie widgetów, instalowanie aplikacji, robienie zdjęć i wiele więcej. Ja dodatkowo zakupiłam power bank tej samej marki, bo zamierzam łapać pokemony :)
+ Pamięć; 32 GB pojemność oraz slot na kartę micro sim lub dwie sim. Robię dużo zdjęć, co znacznie obciąża pamięć, więc gigabajtów nigdy dość.
+ Mi Account; dostęp to konta Mi to super sprawa. Wystarczy wejść na stronę, wpisać nr telefonu, hasło i można mieć dostęp do całej zawartości telefonu. Dla mnie to na tyle wygodne, że robiąc zdjęcia mogę je bezpośrednio przerzucać na komputer bez podłączania telefonu kablem. Dodatkowo na koncie są zabezpieczenia w razie zgubienia telefonu, takie jak lokalizacja i alarm. Sprawdzałam, działają.

+/- Aparat; dobrej jakości zdjęcia przy pomocy HDR, w ciemniejszym oświetleniu już gorzej. Smartfon to nie lustrzanka, więc nie ma co stawiać wysokich wymagań. Aparat nie był dla mnie priorytetem. Niektórzy na niego narzekają, a inni chwalą. Dla mnie jest w porządku, jeśli chcesz zrobić dobre zdjęcie to je zrobisz.

Kojec dla psa kupiony na Alie za 4$ z kuponem



Notes do nauki słówek z Alie :)


Moja psica Lilianna


Wszystkie zdjęcia zamieszczone w poście, także te bez znaków wodnych są mojego autorstwa i zabrania się ich kopiowania!

+/- Czytnik linii papilarnych; na początku miałam z nim problem, ale po odpowiednim ustawieniu działa jak należy. Z tyłu pod okienkiem aparatu jest miejsce, gdzie mogę użyć skanera linii papilarnych. Nawet, kiedy użyłam innego palca, niż tego ustawionego na odblokowywanie to telefon zawibrował  i po trzech błędnych próbach pojawiła się opcja wpisania kodu, jako dodatkowego zabezpieczenia.
To by było na tyle, jeśli chodzi o wady i zalety. Pewnie z czasem coś innego do nich dodam. Zobaczymy z dalszym użytkowaniem.

Minęły już dwa tygodnie użytkowania telefonu i jak do tej pory nie zauważyłam żadnych minusów. Kłopotliwa jest kolejność wyświetlania zdjęć, kiedy np. chcę je dodać na instagrama. Pojawiają się w losowej kolejności, wymieszane z tymi z karty pamięci i różnych albumów. Szukałam ustawień, by to zmienić, ale nie znalazłam. Może ktoś wie, jak rozwiązać ten problem? Byłabym wdzięczna za odpowiedź. Ja na tym kończę i zapraszam do dzielenia się uwagami. Jeśli chcecie więcej recenzji produktów z Aliexpress to dajcie znać. Nieustannie dochodzą do mnie nowe paczki :)

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Pierre René Palette Match System

Cześć! :)

Zakwalifikowałam się do testów cieni do powiek od Pierre René, które umożliwił mi portal TestMeToo. Wcześniej miałam okazję realizować inny projekt, o którym również można przeczytać na blogu. Byłam mile zaskoczona, kiedy dowiedziałam się, że biorę udział w testach. Kocham tworzyć i robić nie tylko makijaże. Do tego konkretnego testowania zostało wybranych tylko 1000 osób. Każda z nich mogła wybrać sześć dowolnych cieni spośród obszernej gamy kolorystycznej.


Od góry z lewej:  059, 011, 026Od dołu z lewej: 014, 042, 105.

 Jak z pigmentacją?

Jedną z najważniejszych rzeczy przy wyborze cieni jest ich kolorystyczne nasycenie, czyli pigmentacja. Poniżej przedstawię opis poszczególnych cieni i stopni pigmentacji w skali 0-5:
059 - beżowy - pigmentacja 4; dopasowuje się do koloru skóry i ładnie wykańcza makijaż. Fajnie sprawdzi się również w makijażu typu nude.
011 - niebieski - pigmentacja 4,5; jeden z moich ulubionych.
026 - niebieski perłowy - pigmentacja 5; najbardziej napigmentowany cień ze wszystkim. Świetnie się błyszczy i efektywnie wygląda przy awangardowych makijażach.
014 - żółty - pigmentacja 3; ten z kolei najgorzej napigmentowany. Musiałam kilka razy maznąć palcem, by otrzymać efekt widoczny na zdjęciach. Trochę się osypuje przy kolejnych warstwach.
042 - dziki róż - pigmentacja 5; jeden z tych lepiej napigmentowanych. Słodki, cukierkowy róż.
105 - a'la czerwony / szkarłatowy - pigmentacja 4; dość ciekawy. Nie miałam okazji jeszcze zaszaleć w tym kolorze. Wyobrażam sobie połączenie go z żółtym i czarnym, w barwach wyścigów samochodowych :)

Z lampą błyskową.

 Naturalne światło dzienne, pora popołudniowa.

 Użyte kolory: 059, 011, 026.

Moja opinia:

Podsumowując sama paletka, jak i indywidualnie dobrane cienie tworzą funkcjonalne połączenie. Otwierając przesyłkę zdziwiłam się, że każdy cień z osobna był zapakowany w oddzielne pudełeczko. Mogłam dowolnie je ułożyć w kasetce magnetycznej. Zresztą cały czas jest możliwość zmiany kombinacji, czy też wyjęcia poszczególnych kolorów. Moja kasetka ma miejsce tylko na sześć jednocześnie włożonych cieni, są też większe egzemplarze.  Zachęcam gorąco do zapoznania się bliżej z ofertą Pierre René, gdyż z tyłu na opakowaniu znalazłam bardzo ważne oznaczenie:



Otóż produkty marki Pierre René nie są testowane na zwierzętach! Jak wiecie, albo i nie, to zwierzęta wszelkiej maści mają w moim sercu stałe miejsce. Od niedawna nie jem mięsa i też świadomiej wybieram produkty, kosmetyki, zwracając uwagę na tego typu informacje. Taki mały znaczek, a ile daje. Nie będę teraz wypowiadać się w kwestiach praw zwierząt, bo to temat na oddzielny post. Każdy powinien wiedzieć i mieć świadomość co kupuje. Tego typu fakt sprawia, że dana marka zyskuje w oczach. Da się stworzyć dobry, trwały kosmetyk nie wykorzystując cierpienia zwierząt? Da!


Cieszę się, że mogłam przetestować, poznać i polubić cienie Pierre René. Jak tylko będę miała większą chwilę wolnego czasu to postaram się zmajstrować make up w drapieżnych barwach.

Dzięki za uwagę :)


poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Kampania Streetcom: NESCAFÉ 3in1

Cześć wszystkim :)

Wiosna w pełni zadomowiła się za oknem. Na przestrzeni kilku dni z chłodnego wiatru przeistoczyła się w parne powietrze. Gdyby nie kalendarz, można by było pomyśleć, że mamy do czynienia z początkami lata. Jak wiadomo na upalne dni najlepsze są... gorące napoje. Mają utrzymywać odpowiednią temperaturę ciała i energię, kiedy jest nam najbardziej potrzebna. Ja preferuję kawę w każdej postaci. Pijam ją wiosną, latem, jesienią i zimą. Lubię również odkrywać nowe smaki i próbować ich w różnych kombinacjach. Tym razem przyszło mi testować kawę NESCAFÉ 3in1 w smakach: wanilii i karmelu. Zapraszam do lektury i zapoznania się z tą niezwykłą akcją.


We wcześniejszych postach pisałam o Streetcom, więc jeśli też chcielibyście testować produkty to zapraszam -> do rejestracji <-


Jestem zadowolona, że mogę wziąć udział w akcji. Lubię kawę i delektuję się nią pod każdą postacią. Cenię sobie jej wyrazisty smak oraz to, że jest słodka / mocna / delikatna kiedy tylko chcę. 


W środku

W Paczce Ambasadora otrzymałam po dwa opakowania każdego z wariantów smakowych: Warmy Carmel oraz Sweet Vanilla.


NESCAFÉ 3in1 Warmy Carmel


NESCAFÉ 3in1 Sweet Vanilla


Kiedy doszło do testowania na pierwszy ogień poszła Słodka Wanilia, która od razu podbiła moje serce swoim zapachem. Równie aksamitny i uderzający w kubki smakowe okazał się Gorący Karmel. Pieścił nie tylko usta, ale też spragnione nowych doznań serce. Jeśli położyć na szali oba te smaki minimalnie wyżej jest wanilia podkreślająca dumnie swoją obecność w domowych wypiekach.


Razem z opakowaniami kawy dostałam ulotki informacyjne, którymi częstuję z dodatkiem kawy :)


Przygotowanie NESCAFÉ 3in1 jest bardzo proste!


 Dziękuję za uwagę i pozdrawiam.