niedziela, 25 listopada 2012

Garnier - żel oczyszczający z wyciągiem z winogron oraz 2 paletki Sleek!

Witajcie kochani :) Na wstępnie chciałabym was przeprosić za moją nie zbyt częstą obecność na blogu. Przed świętami mamy sporo nauki, a co za tym idzie sprawdzian goni sprawdzian. W każdej chwili wolnej staram się tutaj zaglądać. Mogę zapewnić, że już niedługo na blogu będzie sporo się działo. Poza recenzjami kosmetyków przedstawię makijaże z użyciem moich pierwszych paletek Sleek. O tak! Zamówiłam sobie moje pierwsze paletki ze Sleeka.

Pierwsza w kolorze Au Naturel z nowej edycji:

Będę jej używała do codziennego makijażu. W delikatniejszej odsłonie do szkoły i mocniejszej na inne okazje.

Druga I Divide Bad Girl:


Z wyborem drugiej wahałam się pomiędzy innymi wersjami kolorystycznymi. Koniec końców postawiłam na odcienie mojego ulubionego koloru - niebieskiego. Głównie do wieczorowego makijażu oraz nieco odważniejszego dzienniaka.

Poza tymi paletkami zrobiłam dość spore zakupy przez internet. W wirtualnym koszyku znalazły się: lakiery, pędzelki, olejek kokosowy, korektory, zestaw do stylizacji brwi i wiele innych. Dodatkowo odwiedziłam Rossmanna i Super Pharm. W listopadzie pozwoliłam sobie również na plastikową półkę z szufladkami do kosmetyków. To jednak nie koniec - podsumowanie listopadowych zakupów pod koniec miesiąca :)

***

Dziś tak jak w tytule, przedstawiam dwu miesięczną pielęgnację z żelem oczyszczającym Garnier. Przez równe dwa miesiące, codziennie rano i wieczorem stosowałam ten kosmetyk. Rano przed nałożeniem makijażu i wieczorem po demakijażu.

Garnier - żel oczyszczający z wyciągiem z winogron


Co pisze producent:


Moja opinia:

Tak jak wcześniej wspomniałam, zaczęłam go stosować dokładnie dwa miesiące temu. Codziennie rano przed nałożeniem kremu nakładałam odrobinę żelu na dłonie i delikatnie wcierając wytworzyłam pianę. Po chwili całość spłukałam wodą. W praktycznej buteleczce z pompką mieści się owy żel. Rano, kiedy nie mam zbyt dużo czasu pompka znacznie ułatwia pielęgnację. Wystarczy przekręcić i można naciskać. Jeden raz wystarczy kliknąć, by odmierzyć odpowiednią ilość żelu. 200 ml starcza na długo, mi zostało jeszcze trochę na dnie. Przynajmniej na kilka myć.

Składniki:


 Konsystencja:


Jak na żel to niezbyt gęsta, wręcz lejąca się. Dla mnie to plus, gdyż nakładając maleńką plamę na dłoń można w pełni umyć twarz i dekolt. Prawie bezzapachowy, nie drażniący nosa. Jego delikatna formuła sprawia, że nie szczypie, ani nie podrażnia. Po zastosowaniu cera staje się świeża. Szczególnie można to zauważyć po całym dniu poza domem. Kiedy już dorwę buteleczkę żelu, uczucie świeżości i odżywienia jest komfortowe. Zmniejszyło się powstawanie większych niedoskonałości. Regularne mycie sprawia, że obce dla cery stają się zaczerwienienia.

Nabyłam w Rossmannie za ok.15 zł


***

A wy, też stosowałyście ten żel? Jak się u was spisał?

niedziela, 18 listopada 2012

Beauty Formulas - preparat do usuwania pryszczy

Tak jak obiecałam dzisiaj zamieszczę recenzję drugiego produktu marki Beauty Formulas, a mianowicie jest to punktowy żel na pryszcze. Stosuję go od czasu do czasu na powstające niedoskonałości.


Co pisze producent:


Zawiera kompozycję naturalnych składników skutecznie pomagając w oczyszczaniu skóry z wyprysków i utrzymywaniu jej w zdrowiu i czystości. Składniki złuszczające usuwają martwe komórki naskórka i odblokowują pory. Preparat jest w postaci żelu, wzbogacony oczarem wirginijskim i olejkiem z drzewa herbacianego, aktywnie zwalcza wypryski i krostki, zapobiega powstawaniu kolejnych. Dodatkowo właściwości mentolu i mięty pieprzowej zapewniają uczucie chłodu i łagodzą podrażnienia skórne.

Moja opinia:

Zaczęłam go używać w tym samym czasie co peeling, który opisywałam w poprzedniej notce. Tutaj podobnie, również mamy tubkę, ale w znacznie mniejszej wersji 30 ml. Na istniejący wyprysk smaruję niewielką ilością żelu. Po ok. 2 godzinach kosmetyk wysusza pryszcz i staje się on znacznie mniej widoczny. Na pewno kiedy mamy do czynienia z ropiejącymi, bolesnymi krostami odczujemy ulgę. Jednak chcąc czegoś więcej musimy uzbroić się w cierpliwość i po wysuszeniu poczekać, aż pozostałość całkowicie się zagoi. U mnie ten proces trwa 2-3 dni.


Nabyłam go w aptece po 10 zł.

Składniki:


Konsystencja:


Typowo żelowa, również o mocnym zapachu. Po nałożeniu na pryszcz otula go i po 2 godzinach wysusza. Na palec wyciskam niewielką ilość preparatu (jeszcze mniej niż na zdjęciu) i punktowo nakładam na wyprysk. 

***

Minęła już większa połowa miesiąca, więc co udało mi się zużyć:


Nie mam już połowy próbek i mini szamponu, który cały poszedł przy jednym myciu. Olejek arganowy do włosów to mój hit. Jestem w trakcie zamawiania tego olejku i już niedługo coś więcej o jego magicznych właściwościach. Gdybym nie otrzymała próbki od Eurokos pewnie późno dowiedziałabym się o tym wspaniałym produkcie. Odżywka Essensity od Schwarzkopf długo zalegała w moim odżywkowym zbiorze i pomimo swojej kosmicznej ceny 58 zł! jakoś szczególnie mnie nie zachwyciła. Po niej została mi tylko poręczna buteleczka, która na pewno mi się przyda.


Z tego zestawu wykończyłam tylko żel pod prysznic Mary Kay, o którym napiszę osobną recenzję.

Trzymacie się postanowień o wykańczaniu kosmetyków?

sobota, 17 listopada 2012

Beauty Formulas Peeling do twarzy przeciw zaskórnikom

Ten peeling stosuję regularnie, czyli codziennie wieczorem od pięciu tygodni. Dowiedziałam się o nim od mojego chłopaka, który polecił mi ten kosmetyk. Od również stosuje peeling i żel punktowy przeciw pryszczom marki Beauty Formulas. Pomimo dość pikantnej diety i nieregularnego używania powyższych kosmetyków jego cera wygląda na zadbaną. Przed pielęgnacją miał często ropiejące pryszcze, które nie chciały się goić. Teraz kiedy używa te kosmetyki niedoskonałości na buzi nie wyglądają już tak źle. Po ośmiu tygodniach stosowania widoczność zaskórników zmniejszyła się o prawie 50%. Przedstawię wam moją opinię o tym peelingu.


Co pisze producent:


Moja opinia:

Najpierw opakowanie, które jak to tubka jest dość poręczne. Korek można otworzyć nawet śliskimi dłońmi. Pojemność 150ml starcza na długo. Mi po codziennym stosowaniu, przez pięć tygodni została jeszcze mniejsza połowa. Wystarczy nanieść odrobinę peelingu na dłoń i razem z wodą utworzyć delikatną pianę. Pomimo drażniącego zapachu kosmetyk nie zareagował agresywnie na moją okresowo wrażliwą cerę. Przy zakupię trochę się wahałam, właśnie ze względu na zapach. Jednak niska cena jak na tego rodzaju produkt skusiła mnie do zakupu. Szczerze to nie spodziewałam się jakiś specjalnych efektów. Szału nie ma, ale i u mnie zmniejszyła się widoczność wągrów. Podskórne niedoskonałości wyszły na wierzch. Ropne pryszcze pojawiają się rzadziej. Cera znacznie się wygładziła i poprzez to, że zaskórniki już nie siedzą głęboko wygląda na oczyszczoną.



Składniki:


Ja za bardzo nie znam się na składnikach, ale dla zainteresowanych zamieszczam.

Konsystencja:


Typowo granulkowata maź po kontakcie z wodą lekko się pieni i łatwo rozprowadza na skórze. Chociaż tak jak wcześniej wspomniałam zapach pozostawia wiele do życzenia.

Już jutro recenzja innego produktu marki Beauty Formulas, mianowicie punktowego żelu na pryszcze.

Używaliście kosmetyków Beauty Formulas? Jak działają na waszą cerę?

***

Przypominam o rozdaniu, w którym do wygrania kosmetyki i biżuteria ze zdjęcia:


niedziela, 11 listopada 2012

Pierwsze ROZDANIE!


Zapraszam wszystkich na pierwsze rozdanie, które mam przyjemność sponsorować. Aby wygrać te oto wspaniałości ze zdjęcia (wraz z ręcznie robionymi przeze mnie kolczykami) trzeba spełnić trzy warunki:

1. Być obserwatorem bloga
2. Polubić mnie na facebooku
3. W komentarzu rozstawić e-mail oraz pseudonim pod jakim się obserwuje
(np. ilonaaa93@gmail.com, obserwuję jako: Ilona Isilie)

Rozdanie trwa do 01.12.12 do godziny 24:00 włącznie

Jeżeli do tego czasu liczba obserwatorów przekroczy 50 do puli dorzucę super niespodziankę!

Nie pozostało mi nic innego jak życzyć szczęścia w losowaniu :

niedziela, 4 listopada 2012

Zużycie na listopad i kolagenowa maska z malinami

Tak jak obiecałam dzisiaj recenzja kolagenowej maski z malinami. Jednak na początek moje postanowienie na listopad, czyli kosmetyki, które mam zamiar zużyć...

Część I:


W plastikowym pojemniku przechowuję próbki. Sporo mi się tego nazbierało. Większą część mam z apteki (Apteka Polonez w CH. Atrium Copernicus), gdzie można było za darmo otrzymać próbki. Mianowicie w dużym koszu było sporo próbek. Każdy podchodził i wybierał. Niedawno odwiedziłam wcześnie wspomnianą aptekę, ale już niestety nie było kosza z próbkami. W tym zestawie przeważają kremy do twarzy i balsamy, są też trzy maseczki oraz pojedyncze próbki odżywki, szamponu, czy balsamy do opalania... Na dole znajdują się produkty do włosów, nie licząc tych trzech tubek z żelami.

Odżywka do włosów Syoss
Używam zwykle przed myciem włosów, nakładając małą ilość na włosy. Dodatkowo, by odżywka dobrze się rozprowadziła przeczesuję pasma grzebieniem i na koniec upinam w kok. Tak czekam około 20 minut i myję normalnie włosy. Trzeba pamiętać, że zbyt dużą ilość odżywki trudno jest spłukać. Dlatego jeśli są z tym problemy to polecam szampon dla dzieci Babydream, którym można zastąpić szampon.

Odżywka Essensity Schwarzkopf
Tutaj mam podobnie, gdyż odrobinę więcej odżywki skleja i daje efekt nieświeżości. Jednak, kiedy użyje się jej prawidłowo to włosy wyglądają jak otulone delikatną pierzynką. Łatwo się je rozczesuje i na długo zachowują zdrowy blask. Dzięki tej odżywce końcówki włosów szybko mi się zregenerowały i nie wyglądają już jak siano.

Argan Fluid olejek arganowy do włosów
Jest to mój pierwszy olej do włosów. Nałożyłam go na włosy i pozostawiłam ok. 30 minut przed myciem. Po pierwsze niewielka ilość olejku łatwo rozprowadza się na gęstych włosach. By wzmocnić efekt upinam włosy w kok, dzięki czemu mam pewność, że każdy kosmyk posmakował magicznej mocy olejku arganowego. Po zabiegu włosy są delikatne i sprężyste. Wyglądają na zdrowe i świeże. Zdecydowanie polecam! Dzięki próbce od Eurokos odkryłam swój pielęgnacyjny hit!

Część II:

Zestaw Mary Kay - peeling, żel i balsam
Bardzo cenię sobie kosmetyki Mary Kay. Pierwszym dużym plusem jest to, że kosmetyki tej marki mnie nie uczulają i ładnie pachną. Lubię gustować w coraz to nowych zapachach. Tutaj orzeźwiający zapach czerwonej herbaty to coś nowego dla mnie. Opakowanie łatwe w otwarciu, delikatna konsystencja, którą łatwo rozprowadzić, dobrze się pieni. Peeling nie podrażniając mojej skóry oczyszcza ją pozostawiając ładną woń. Ten efekt wzbogacam balsamem, działającym jako ochrona wrażliwej skóry.

Wellness & Beauty żel pod prysznic
Zapach, zapach i jeszcze raz zapach! To ze względu na niego pokusiłam się o zakup żelu. Myjąc się lubię czuć wyjątkowe zapachy. Ten nie dość, że słodki to jeszcze doskonale opatula skórę. Pieni się, jeśli weżnie się odpowiednią ilość żelu (większa plamka na dłoni). Co do pojemności, to ja kupiłam akurat mniejszą buteleczkę na wyjazd, ale są jeszcze większe opakowania. Łatwo się otwiera, nawet śliskimi palcami. Nie mam do niego żadnych zastrzeżeń.

Planet Spa od Avon - maseczka głęboko oczyszczająca pory i kremowy mus
Maseczkę opisywałam już wcześniej: http://www.isilie.blogspot.com/2012/02/maseczki-avon.html
O musie do ciała mogę powiedzieć jedynie wielkie wow! Sam zapach daje wiele do myślenia. Wcześniej słyszałam o właściwościach tego musu. Wiadomo, sama musiałam sprawdzić za co kosmetyk jest tak bardzo zachwalany. Kremowa konsystencja łatwo się rozprowadza. Widać, że skóra potrzebuje tego typu pielęgnacji. Poręczne opakowanie, gdzie nawet z mokrymi rękami można je otworzyć. Dla mnie jedynym minusem jest jego zbyt mała pojemność. U mnie szybko się zużywa. 

Po prawej stronie znajdują się próbki kremów do stóp Acerin oraz mini wersja kremu Yoskine. Co do kremów Acerin szczególnie przypadł mi do gustu chłodzący żel, który odświeża i przyjemnie otula zmęczone stopy. Już niedługo opiszę całą serię Acerin. Zapomniałabym o kremie z woskiem pszczelim. Idealnym na wysuszone pięty i odciski... Krem Yoskine wcześniej gościł na moim blogu: http://www.isilie.blogspot.com/2012/02/yoskine-30.html - to jest miniaturka tego kremu.

Arbuzowa mgiełka Avon
Mgiełka jak mgiełka, ma odświeżać i ładnie pachnieć. Po jakimś czasie zapach staje się monotonny. Nie jest to mój wymarzony aromat.

Część III:


Bingospa serum pod prysznic i do mycia włosów
Pierwszą, najbardziej charakterystyczną cechą jest czekoladowo-brzoskwiniowy zapach. Aż ślinka napływa do ust... Świetny zapach, poręczne opakowanie oraz delikatna skórą po zastosowaniu.

Garnier rozświetlające mleczko do ciała
Jeszcze nigdy moja skóra nie wyła tak delikatna! Dodatkowo ten kakaowy zapach. Nawilża skórę wyjątkowo wysuszoną, czyli na łokciach i piętach. Tak jak podaje producent rozświetla skórę. Jest to jeden z moich ulubionych balsamów.

Kod młodości Loreal
Już po tygodniu codziennego stosowania redukuje przebarwienia. Na prawdę da się to zauważyć. Dodatkowo ta konsystencja, skojarzyłam z perłowym musem. Poręczna buteleczka z pompką. Pozostanie w mojej kosmetyczce na dłużej.

Colgate Sensitive Pro-Relief
Miętowa płukanka do jamy ustnej. Jak inne produkty z tej kategorii, ma usuwać bakterie i  oczyszczać jamę ustną. Ja używam 3 razy dziennie - rano po śniadaniu, po obiedzie oraz jak kładę się spać. Może trochę nie przyjemny smak, ale warto używać. Lepiej zapobiegać niż leczyć. 


Purederm maska kolagenowa z malinami


Kupiłam ją w drogerii Hebe, gdzie można wybrać inne maski od Purederm. Skusiłam się na zakup malinowej, gdyż uwielbiam maliny i wiem o ich działaniu na cerę trądzikową. Dodatkowo sugerując się 100% naturalnymi składnikami produkt wylądował w moim koszyku. Cena: 4,99 zł


Po wyjęciu z opakowania maska przypominała mocno nawilżony wacik. I ten zapach wydostający się ze środka - magia :) Postąpiłam zgodnie z instrukcją i po umyciu twarzy na 20 minut nałożyłam maskę na twarz.


Dzięki nacięciom maseczkę łatwo dopasować do skóry, dobrze do niej przylega. Otwory na oczy posiadają klapki, które można nałożyć na powieki. Tak jak wcześniej wspomniałam zdjęłam szmatkę po 30 minutach. Na buzi została delikatna warstwa, która szybko się wchłonęła. Nadal czuję delikatność, jaką pozostawił po sobie kolagen. Spodziewałam się lepszych efektów. Chociaż nie można narzekać, bo cera też potrzebuje odrobiny luksusu. Moja po wchłonięciu potrzebnych składników odwdzięczyła się ładnym wyglądem.

czwartek, 1 listopada 2012

Koloryzacja Palette i halloweenowy makijaż


Hej :) I mamy w końcu długi weekend. Chociaż nie dla mnie odpoczynek i lenistwo. W nadchodzących tygodniach szykuje się wiele sprawdzianów... Nie oznacza to, że notki na blogu będą pojawiały się rzadziej. Dziś jednak postanowiłam pospać dłużej i zaplanowałam fotografowanie na bloga. Zaczęłam od farbowania włosów nową farbą Palette, którą wygrałam w konkursie na Rossnet.pl i jako jedna z niewielu miałam okazję pierwsza ją przetestować.



Koloryzacja Palette Salon Colors zawiera profesjonalną mieszankę intensywnych pigmentów, wyselekcjonowanych i przygotowanych przez profesjonalnych stylistów - kolorystów, którzy na co dzień pracują przy pokazach mody! Efekt koloryzacji to wysoka intensywność koloru, wyjątkowy połysk, oraz doskonałe pokrycie siwych włosów. Zastosowana po koloryzacji wzmacniająca odżywka zapewnia włosom głęboką pielęgnację, odbudowuje ich strukturę od wewnątrz i otula ochronną warstwą od zewnątrz. Nowa Palette Salon Colors to wyjątkowo intensywny kolor inspirowany trendami mody i zdrowy wygląd włosów o niesamowitym blasku! 


Mi trafił się jasny czekoladowy brąz, który wybrałam w trakcie trwania konkursu. Pierwsze co zwróciło moją uwagę to pigmenty! Zawsze marzyłam o wyjątkowym i wyrazistym kolorze, który pokryje jasne odrosty i stonuje się z ciemniejszymi końcówkami. 

 
Jeszcze przed otwarciem pudełka wybrałam się po miseczkę do koloryzacji, jednak po otwarciu opakowania czekała na mnie miła niespodzianka. Mianowicie wygodny aplikator. Zawsze miałam  problem z dokładnym rozprowadzeniem farby, jednak cienka końcówka znacznie ułatwia nakładaniem farby na odrosty.



Krem koloryzujący rozmieszałam z emulsją rozwijającą i taki oto preparat nałożyłam na suche włosy.


PRZED: 



W TRAKCIE:


PO:




HALLOWEENOWY MAKIJAŻ



Powyższe zdjęcia zrobione dzisiaj. Moją inspiracją były wiedźmy i ich ukryte piękno. Pomimo, że czarownica kojarzy się zwykle z zaniedbaną cerą i cieniami pod oczami to ja jednak postawiłam na ich wdzięk i tajemniczość. Obróbka graficzna sprowadziła się tylko do zmniejszenia rozmiaru zdjęć i dodaniu napisów.

Zapowiedź: kolagenowa maska do twarzy