poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Pierre René Palette Match System

Cześć! :)

Zakwalifikowałam się do testów cieni do powiek od Pierre René, które umożliwił mi portal TestMeToo. Wcześniej miałam okazję realizować inny projekt, o którym również można przeczytać na blogu. Byłam mile zaskoczona, kiedy dowiedziałam się, że biorę udział w testach. Kocham tworzyć i robić nie tylko makijaże. Do tego konkretnego testowania zostało wybranych tylko 1000 osób. Każda z nich mogła wybrać sześć dowolnych cieni spośród obszernej gamy kolorystycznej.


Od góry z lewej:  059, 011, 026Od dołu z lewej: 014, 042, 105.

 Jak z pigmentacją?

Jedną z najważniejszych rzeczy przy wyborze cieni jest ich kolorystyczne nasycenie, czyli pigmentacja. Poniżej przedstawię opis poszczególnych cieni i stopni pigmentacji w skali 0-5:
059 - beżowy - pigmentacja 4; dopasowuje się do koloru skóry i ładnie wykańcza makijaż. Fajnie sprawdzi się również w makijażu typu nude.
011 - niebieski - pigmentacja 4,5; jeden z moich ulubionych.
026 - niebieski perłowy - pigmentacja 5; najbardziej napigmentowany cień ze wszystkim. Świetnie się błyszczy i efektywnie wygląda przy awangardowych makijażach.
014 - żółty - pigmentacja 3; ten z kolei najgorzej napigmentowany. Musiałam kilka razy maznąć palcem, by otrzymać efekt widoczny na zdjęciach. Trochę się osypuje przy kolejnych warstwach.
042 - dziki róż - pigmentacja 5; jeden z tych lepiej napigmentowanych. Słodki, cukierkowy róż.
105 - a'la czerwony / szkarłatowy - pigmentacja 4; dość ciekawy. Nie miałam okazji jeszcze zaszaleć w tym kolorze. Wyobrażam sobie połączenie go z żółtym i czarnym, w barwach wyścigów samochodowych :)

Z lampą błyskową.

 Naturalne światło dzienne, pora popołudniowa.

 Użyte kolory: 059, 011, 026.

Moja opinia:

Podsumowując sama paletka, jak i indywidualnie dobrane cienie tworzą funkcjonalne połączenie. Otwierając przesyłkę zdziwiłam się, że każdy cień z osobna był zapakowany w oddzielne pudełeczko. Mogłam dowolnie je ułożyć w kasetce magnetycznej. Zresztą cały czas jest możliwość zmiany kombinacji, czy też wyjęcia poszczególnych kolorów. Moja kasetka ma miejsce tylko na sześć jednocześnie włożonych cieni, są też większe egzemplarze.  Zachęcam gorąco do zapoznania się bliżej z ofertą Pierre René, gdyż z tyłu na opakowaniu znalazłam bardzo ważne oznaczenie:



Otóż produkty marki Pierre René nie są testowane na zwierzętach! Jak wiecie, albo i nie, to zwierzęta wszelkiej maści mają w moim sercu stałe miejsce. Od niedawna nie jem mięsa i też świadomiej wybieram produkty, kosmetyki, zwracając uwagę na tego typu informacje. Taki mały znaczek, a ile daje. Nie będę teraz wypowiadać się w kwestiach praw zwierząt, bo to temat na oddzielny post. Każdy powinien wiedzieć i mieć świadomość co kupuje. Tego typu fakt sprawia, że dana marka zyskuje w oczach. Da się stworzyć dobry, trwały kosmetyk nie wykorzystując cierpienia zwierząt? Da!


Cieszę się, że mogłam przetestować, poznać i polubić cienie Pierre René. Jak tylko będę miała większą chwilę wolnego czasu to postaram się zmajstrować make up w drapieżnych barwach.

Dzięki za uwagę :)


3 komentarze:

  1. Świetne kolory. Co do firmy to nie korzystałam z produktów tej marki, ale czas najwyższy wypróbować.

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudne kolory wybrałaś! Nie miałam jeszcze okazji testować produktów tej marki :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kolorki ładne, choć dla mnie osobiście trochę za ostre.

    OdpowiedzUsuń